Cześć, jestem Marcin Kęsy. Sam trenuję i startuję, pracuję też jako trener i przewodnik niewidomych lekkoatletów. Współtworzę Mistrzowski Trening, gdzie pomagamy ludziom rozwijać się w bieganiu: od pierwszych regularnych treningów po przygotowania do konkretnych wyników.
Lubię wiedzieć, dlaczego dany trening działa, co dzieje się wtedy w organizmie i komu takie rozwiązanie może pomóc. Stąd zainteresowanie fizjologią i nauką. Ale równie ciekawe jest dla mnie poznanie człowieka, który przychodzi na trening. Co go tu sprowadza, jak żyje i czego właściwie szuka w bieganiu. Dopiero z tego połączenia powstaje pomysł na wspólną pracę.


Bieganie daje okazję, żeby na chwilę wyjść ze swoich codziennych ról. Odłożyć telefon, przewietrzyć głowę, pobyć samemu albo spotkać się z ludźmi. Możesz przez godzinę rozmawiać z kimś o wszystkim albo przez tę samą godzinę nie powiedzieć nic. Obie opcje bywają potrzebne.
Mnie dało też pracę, znajomości i możliwość uczestniczenia w historiach, których sam bym sobie nie wymyślił. Dużo zmieniło doświadczenie bycia przewodnikiem niewidomych lekkoatletów. Kiedy biegniesz z drugą osobą, musisz uwzględniać jej rytm, komunikację i wzajemne zaufanie. Wynik jest wspólny, podobnie jak odpowiedzialność za to, co dzieje się po drodze.
Sam lubię rywalizację i sprawdzanie swoich możliwości. Ale po latach widzę, ile z biegania zostaje poza tabelą wyników. Przede wszystkim ludzie i doświadczenia. Życiówkę możesz poprawić, a potem zapomnieć międzyczasy. Rozmowę na rozgrzewce czasem pamiętasz znacznie dłużej.
„Życiówkę możesz poprawić, a potem zapomnieć międzyczasy. Rozmowę na rozgrzewce czasem pamiętasz znacznie dłużej.”

Częściowo z ciekawości. Skoro przebiegłem pięć kilometrów, to może dam radę dziesięć? Skoro pobiegłem szybciej, to co jeszcze mogę zrobić? Sam dobrze znam ten mechanizm i uważam, że jest w nim dużo dobrego.
Do tego dochodzi ciągły dostęp do cudzych treningów i wyników. Widzimy, że ktoś przebiegł sto kilometrów w tygodniu, ale niekoniecznie wiemy, ile lat do tego dochodził, jak wygląda jego dzień i czy po południu może się położyć, czy musi odebrać dzieci i wrócić do pracy.
Z perspektywy fizjologii sam bodziec treningowy to część procesu. Potrzebujemy jeszcze warunków, żeby się do niego zaadaptować. Dokładanie kilometrów jest proste. Trudniej ocenić, czy rzeczywiście jesteśmy gotowi je przyswoić.
Ambicja pomaga, kiedy daje kierunek i ciekawość tego, co możemy osiągnąć. Zaczyna przeszkadzać, kiedy każdy trening musi coś udowodnić, spokojny bieg wydaje się zmarnowany, a odpoczynek budzi poczucie winy. Wtedy dobrze sprawdzić, czy nadal realizujemy swój cel, czy próbujemy nadążyć za cudzym.

Jasne, że może. Nie trzeba uzasadniać każdego wyjścia przygotowaniami do zawodów. Jeśli ktoś lubi pobiegać po lesie i wraca z tego zadowolony, to ma już całkiem dobry powód.
Cel pomaga uporządkować trening. Sam lubię mieć przed sobą konkretny start. Ale celem może być też regularność, powrót do aktywności czy wspólne bieganie ze znajomymi. Nie wszystko musi kończyć się numerem startowym.
Jako trener chcę najpierw dowiedzieć się, czego dana osoba potrzebuje. Czasem ktoś przychodzi z konkretnym wynikiem w głowie, a po rozmowie okazuje się, że bardziej zależy mu na odzyskaniu przyjemności z treningu. Warto to usłyszeć, zanim zacznie się przygotowywać konkretne zadania.
Wiedza o treningu pozwala dobrać środki. Rozmowa pomaga ustalić, do czego właściwie mają służyć.

Nie obiecywałbym maratonu każdemu. Ludzie mają różną sytuację zdrowotną, historię aktywności i możliwości życiowe. Jednocześnie ukończenie tego dystansu nie wymaga wyjątkowego talentu. Dla wielu osób może być osiągalne, jeśli mają odpowiednie warunki i dadzą sobie czas.
Zacząłbym od poznania punktu wyjścia. Jak długo ktoś biega? Jak reaguje na dotychczasowy trening? Czy coś go boli? Ile ma czasu na sen, jedzenie i regenerację? Dopiero na tej podstawie rozmawiałbym o terminie zawodów.
W treningu ważna jest specyficzność, czyli przygotowanie do wymagań konkretnego wysiłku. W przypadku maratonu oznacza to również oswojenie długiego biegu, przećwiczenie odżywiania i poznanie własnych reakcji. Samo zaliczenie kilometrów w aplikacji nie odpowie na wszystkie pytania.
Lubię myśleć o planie jak o hipotezie: na podstawie tego, co wiemy, zakładamy, że dane rozwiązanie będzie odpowiednie. Później obserwujemy reakcję i wprowadzamy korekty. Jeśli rzeczywistość rozmija się z rozpiską, trzeba umieć ją zmienić.
I jeszcze jedno: maraton nie jest obowiązkowym etapem wtajemniczenia. Na pięć kilometrów też można trenować przez lata i mieć mnóstwo do odkrycia.
„Maraton nie jest obowiązkowym etapem wtajemniczenia. Na pięć kilometrów też można trenować przez lata i mieć mnóstwo do odkrycia.”


Mistrzowski Trening to połączenie nauki, fizjologii i doświadczenia z luźnym podejściem do ludzi. Możemy długo rozmawiać o progach metabolicznych, a chwilę później żartować na rozgrzewce. Dla mnie to zupełnie naturalne połączenie.
Bliskie jest mi podejście evidence-based. Rozumiem je jako korzystanie z aktualnej wiedzy, własnego doświadczenia i informacji o konkretnej osobie. Sam fakt, że jakiś protokół sprawdził się w badaniu, nie oznacza jeszcze, że trzeba go wpisać każdemu do planu. Trzeba rozumieć, kogo badano, co sprawdzano i na ile wnioski pasują do naszej sytuacji.
Dlatego robimy badania, analizujemy treningi i interesujemy się fizjologią, ale też pytamy: jak się czujesz, jak śpisz, co dzieje się w pracy? Czasem właśnie ta odpowiedź najlepiej tłumaczy, dlaczego trening wyglądał inaczej, niż zakładaliśmy.
Ważna jest dla mnie relacja, w której można otwarcie powiedzieć, że coś nie działa albo że na ten moment bieganie musi zejść trochę niżej na liście priorytetów. Chcę też, żeby ludzie rozumieli swój trening. Wiedzieli, po co biegną spokojnie, dlaczego dziś robimy odcinki i czemu czasem warto odpuścić.
MT to również obozy, spotkania i projekty, przy których ludzie się poznają. Zależy nam, żeby było miejsce zarówno na sportowe ambicje, jak i zwykłą przyjemność z bycia razem. Sami nadal trenujemy, uczymy się i mamy ochotę próbować nowych rzeczy. Z tego bierze się dużo naszych pomysłów.
„Możemy długo rozmawiać o progach metabolicznych, a chwilę później żartować na rozgrzewce.”

Nie zakładałbym, że codziennie będziemy mieć ochotę. Samo negocjowanie ze sobą, czy wyjść, potrafi zająć więcej czasu niż krótki trening.
Pomaga ograniczenie liczby decyzji: ubrania przygotowane wcześniej, konkretna pora, umówiona osoba. Jeśli ktoś czeka pod domem, trudniej rozpocząć kolejną rundę rozmów z kanapą.
Warto też dopasować oczekiwania do warunków i swojego dnia. Krótki, spokojny bieg też ma sens. Nie każde wyjście musi dostarczać materiału do podsumowania tygodnia.
Jednocześnie jako trener rozróżniam niechęć do wyjścia na deszcz od zmęczenia, które zbiera się od dłuższego czasu. Jeśli ktoś od kilku dni źle śpi i ledwo funkcjonuje, hasło „liczy się dyscyplina” niewiele wnosi. Wtedy trzeba przyjrzeć się całemu obciążeniu, również temu poza sportem.
A na samą jesień? Towarzystwo, znajoma trasa i coś przyjemnego po powrocie. Czasem perspektywa dobrego śniadania po biegu jest wystarczająco dobrym motywatorem.
„Czasem perspektywa dobrego śniadania po biegu jest wystarczająco dobrym motywatorem.”
